Rok 2024

Zajawka Wyznanie GrzesiaKolejny, ostatni już w tym roku, wyjazd do Warszawy okazał się być ostatecznie dla członków naszego zespołu równie atrakcyjny jak poprzednie. Baliśmy się trochę pogody, bo zapowiadali deszcze, ale choć pogoda nie rozpieszczała nas już tak jak w sierpniu, to jednak ostatecznie nie było tak źle. Cieszyliśmy się, że nie lało, i że znowu dopisało nam szczęście. Po bardzo udanym ostatnim „polowaniu” na znanych aktorów liczyliśmy na kolejne sukcesy w tej materii. Wszyscy się ucieszyli, że w wieczornym przedstawieniu zobaczą ulubioną Katarzynę Skrzynecką. Mało tego, okazało się, że przedstawienie „Prezent urodzinowy” było grane tego dnia już po raz dwusetny, co zasługiwało na uczczenie jubileuszowym tortem, który po spektaklu osobiście pokroili występujący w przedstawieniu, zaś oblegający stolik z tortem goście, czyli również my, mieli okazję się nim poczęstować. Po kolacji udaliśmy się na chwilę na Stare Miasto ale, że było trochę zimno dość szybko wróciliśmy grzecznie do hotelu.

Następnego dnia, po śniadaniu, wybraliśmy się do Zamku Królewskiego. Na miejscu jednak zmieniliśmy plany rezygnując ze zwiedzania. Wkrótce miało się okazać, że tego dnia spełni się największe życiowe marzenie Michała, który już w zeszłym roku bardzo chciał wjechać na taras widokowy Pałacu Kultury i Nauki. Spod zamku ruszyliśmy najpierw tramwajem, a następnie metrem w kierunku nowego celu… To znaczy mieliśmy taki zamiar, żeby pojechać dalej metrem. Kiedy wchodziliśmy na peron powitał nas pędzący pociąg, który po krótkim zatrzymaniu się na stacji ruszył z kopyta w dalszą drogę. Po chwili przyjechał następny. Niektórzy weszli już do środka, ale Grzegorz nie miał na to najmniejszej ochoty. Na grzeczne zaproszenie krzywił nosem, machał ręką i powtarzał w kółko: „Ja chyba zostanę…”. Przepuściliśmy dwa następne, jednak przy trzecim spróbowaliśmy innego rozwiązania, w którym ktoś Grzesia ciągnął, ktoś pchał, wszyscy wołali: „Grzesiu, Grzesiu!”, zaś Grzegorz darł się na pół Warszawy: „Nie! Nie chcę! Zostawcie mnie!”. No cóż, zostawienie go mimo wyraźnie wyrażonej przez niego woli nie wchodziło w grę, a że mieliśmy zbiorowy bilet to wykorzystali go tylko ci, którzy do metra wejść się nie bali, zaś jego absolutny przeciwnik wraz z opiekunem poszedł pod Pałac Kultury pieszo… Po godzinnym prawie spacerze obaj machali z dołu do tych, którzy rozkoszowali się widokami oglądanymi z trzydziestego piętra. Zupełnie inaczej patrzy się na świat z wysokości 114 metrów. Michał był przeszczęśliwy! Wszyscy inni oczywiście też, zaś najbardziej chyba kolega wiatr, który w końcu miał z kim choć przez chwilę pohulać. Po zjechaniu na dół odwiedziliśmy Muzeum Ewolucji Instytutu Paleobiologii. Możliwość stanięcia oko w oko z dinozaurami, choć może nie do końca…, bo w końcu tylko z bezokimi szkieletami stworzeń znanych wszystkim chociażby z „Parku Jurajskiego”, rozgrzała ostatecznie zziębniętych. Ciekawa ekspozycja zatrzymała nas na kilka kwadransów. Informacje o tym, czym żywiły się dinozaury przypomniały nam o konieczności rozejrzenia się za jakimś obiadem. Tramwajem pojechaliśmy do Złotych Tarasów. I tu czekała nas niespodzianka! Przed wejściem spotkaliśmy pierwszą ze znanych nam osób. Był to syn naszego dyrektora. To, że spotkaliśmy się zupełnie przypadkiem w prawie dwumilionowym mieście potraktowaliśmy jako dobrą wróżbę. Ku naszej wielkiej radości wkrótce się ona potwierdziła. W teatralnym foyer spotkaliśmy Wiktora Zborowskiego, który dał się namówić na wspólne zdjęcie. Nie odmówił go nam również Artur Barciś, którego dojrzeliśmy podczas rozmowy ze znajomymi przy stoliku. Już wkrótce mogliśmy ich podziwiać na scenie w „Zemście” Aleksandra Fredry, gdzie pierwszy rewelacyjnie zagrał Rejenta Milczka, drugi zaś był doskonałym Papkinem. Spektakl był dla wszystkich prawdziwą ucztą. W tramwaju Grzegorz stojąc obok swojej opiekunki zbliżył się do niej, jak to ma w zwyczaju, na odległość rzęs… Pani Kasiu – zagaił – Słucham Grzesiu – odpowiedziała, patrząc mu w oczy ciągle z lekkim wyrzutem, pamiętającym zachowanie na dworcu metra. Grześ nie wydawał się tym wcale speszony. Wyglądał raczej na szczęśliwego. – Pani Kasiu  – powtórzył raz jeszcze coraz bardziej rozpromieniony. Spojrzała na niego z uśmiechem, a on dokończył zdanie, które spowodowało, że wszyscy wybuchnęli radosnym śmiechem. – Widziałem dzisiaj – szybkość!!! – zawołał wyjaśniając jak wielkie wrażenie zrobił na nim pędzący pociąg metra. My zaś, przyglądając się w tym momencie Grzesiowi, mogliśmy podziwiać jak wygląda – szczęście...   

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49